Dopóki w rękach trochę sił
Dopóki w głowie coś się tli
Uczę się bez gniewu żyć
Choć ciągle ze mnie drwią
Nie poddam się
Przeżyłem parę lat
Zjeździłem prawie cały świat
I różnie przecież działo się
Wytrwałem wiedząc że
Wszystko zmieni się
Ponoć teraz na Zachodzie
Kowboj jeździ w samochodzie
I przez kanion Kolorado
Mknie jak strzała autostradą.
Ponoć gdzie był Zachód Dziki
Jest kraina myszki Miki,
A Indianie w swych wigwamach
Śpią wygodnie na tapczanach.
Ponoć wódz czerwonoskórych
Ma w piórniku wieczne pióro
I do szkoły Orlim Szlakiem
Jeździ co dzień cadillakiem.
Wszystko na opak !
Wszystko nie tak !
Jak rak na wspak
I sensu brak !
Gdzie skradali się Apacze
Stoją wielkie chmur drapacze
I wspinając się do góry
Pazurkami drapią chmury.
Ponoć teraz Beduini
Mają wodę na pustyni,
A gdzie czarna jest Afryka
Wszyscy chodzą w nausznikach.
Wszystko na opak !
Wszystko nie tak !
Jak rak na wspak
I sensu brak !
Wstałem więc by zacząć żyć
Duszę wziął w obroty deszcz
Tak by niemoc móc z niej zmyć
I paskudztwo zmyć z niej też
Deszcz o duszy dużo wie
Może wzbudzić czasem chęć
By się ubrać wstać i wyjść
Dać przewietrzyć duszy się
Wstałem więc by zacząć żyć
I ponownie stwierdzić, że
Jestem po to by tu być
Choć to "być" nie zawsze bawi mnie
Wstałem więc by zacząć żyć
I choć duszę mą coś mnie
Fakt ten uświadamia mi
Jestem, a to jednak: liczy się