Oni mówią do mnie dużymi literami
Ja naprawdę nie rozumiem z tego nic a nic
Przykucnięty w domu z żelaznymi zasłonami
Przywalony wielkim strachem, przerażony liczę dni
Jaki był początek nie pamiętam wcale
Tyle tylko, że od dwóch tygodni już nie mogę spać
Chciałem księżyc zgasić, żeby mnie nie mogli znaleźć
Ale zapomniałem, że ciemności też się mogę bać
Ja się boję, boję się
telefony, telefony, telefony, telefony
mikrofony, mikrofony, mikrofony, mikrofony
obserwują, obserwują, obserwują, obserwują
podsłuchują, podsłuchują, podsłuchują, podsłuchują
czasem trzech, czasem trzech, czasem dwóch, czasem dwóch
czasem trzech, czasem trzech, czasem dwóch, czasem dwóch
chodzą za mną tam i tu, chodzą za mną tam i tu
chodzą za mną tam i tu, chodzą za mną tam i tu
Ja się boję, boję się
To cud móc tak wyjść za ten róg
i pójść śladem własnych nóg
to cud nagle zniknąć jak duch
by móc śledzić każdy swój ruch
z nienacka zerknąć prosto w oczy
i sprawić bym tej chwili nie przeoczył
bo choćbym uciekał Bóg wie gdzie
złapię bo chciałbym ja zajrzeć w nie
by móc uśmiechnąć się
lub znów dać sobie w dziób
Nie mów nic, ja jeszcze się zmienię
Nie będę palił i nie będę pił
A na razie zapuszczam korzenie
Tylko na chwilę by nabrać sił
Nie mów nic, ja jeszcze raz zacznę
Byle się tylko pojawił cel
A na razie przyglądam się bacznie
życiu motyli, życiu mrówek, życiu pcheł
Nie mów nic, ta cisza tak miła
Ma więcej wdzięku niż najpiękniejszy śpiew
Może ty też byś się czegoś napiła
Szum wina ukoi twój gniew
Jeszcze bój mój stoczę ostatni
Nie będę palił i nie będę pił
Jeszcze będziesz żyła dostatnio
I ja dostatnio też będę żył